W Pacanowie kozy kują, więc Koziołek, mądra głowa, błąka się po całym świecie, aby dojść do Pacanowa. Właśnie nową zaczął podróż, by ją skończyć w Pacanowie. A co przeżył i co widział, blog ten wszystko Wam opowie.
środa, 03 maja 2017

Zapraszam do subskrybcji kanału Do Pacanowa na Youtube. Publikuję tam krótkie filmiki z podróży. Kilka z filmików umieściłam w ostatnich postach, inne są tylko na Youtube.

wtorek, 02 maja 2017

Na Vieques można spotkać wszędzie dzikie konie, chodzą po ulicach i po plaży. Zapach ich odchodów miesza się z tropikalnym kwiatami i bryzą od morza. Generalnie jest czysto, Portoryko jest zdecydowanie czyściejsze od pozostałych wysp, które odwiedziłam w czasie tej podróży.


poniedziałek, 01 maja 2017

Dzień w Esperanza spędziłam głównie na plaży Sun Beach, będącą jednocześnie rezerwatem przyrody. W kształcie podkowy, z palmami i jasnym piaskiem, pięknie się prezentowała. Ludzi było mało, kameralne.


niedziela, 30 kwietnia 2017

Dziś już nie było w nocy tańców na gorącej jak patelnia, ulicy. Może i lepiej, kupione w Sante Domingo klapeczki jeszcze niech troszkę pożyją. Była głośna muzyka, ale to chyba przez hektolitry mrożonej kawy wespół z pinacoladą, nie mogłam zasnąć.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Rano zaokrętowałam się na katamaran, gdzie było pełno turystów i przez blisko dwie godziny darli się niektórzy jak zabijane świnie. Wiem wiem, to wina rumu, który serwowany był na pokładzie do woli. Odwykłam od skupisk turystów, co urlop mają raz w roku i muszą się wyszumieć i wykrzyczeć za wszystkie miesiące.


środa, 26 kwietnia 2017

W Santo Domingo miałam w planach tylko odwiedzić miejsce, gdzie Enrique Iglesias kręcił sceny do jednej z moich ulubionych piosenek - Bailando. Estakada wyglądała dokładnie tak, jak na teledysku :-) nie było tylko przystojniaka Enriquito. Ale byli inni..


wtorek, 25 kwietnia 2017

Wreszcie rozumiem, co do mnie mówią, bo na Gwadelupie wszyscy gadali po francusku. Wprawdzie uczyłam się tego języka przez cztery lata w liceum, ale zapomniałam, bo nie używam. Podstawowe zwroty tylko zostały w pamięci. Co innego z hiszpańskim, sama się go nauczyłam w podróżach i umiem się dogadać :-)


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Chatka Claude mimo że prosta, to przemyślana, funkcjonalna i czyściutka. Gospodarz małomòwny, do wielu spraw podchodzi na luzie. Obcując właśnie z takimi osobami utwierdzam się w przekonaniu, że do szczęścia nie jest nam potrzebne wiele a my otaczamy się wszystkim i tracimy chyba sens życia.


niedziela, 23 kwietnia 2017

Chatka okazała się także fajnym miejscem do spania. Szpary między deskami zastępowały wentylator a moskitiera skutecznie powstrzymała komary. Szum morza bujał wespół z cykaniem ptaków. Rankiem miło było się obudzić. Spałam jako gość, w jedynym w chatce łóżku.


sobota, 22 kwietnia 2017

Na wysepce Marie Galante wysypali się tłumnie pasażerowie z promu, ale nie udało mi się nikogo spotkać, co jechał do Saint Louis, gdzie mieszka mój dzisiejszy gospodarz Claudio. Dopiero na wylotowej ulicy złapałam okazję. To niedaleko, ale na piechotę bym nie doszła w taki upał. Wyspa na szczęście płaska, porośnięta trzciną cukrową i z pięknymi plażami. To właśnie dla białych plaż tu przypłynęłam.


piątek, 21 kwietnia 2017

Przed południem wybrałam się w drogę na lotnisko. Planowałam po drodze odwiedzić kolorową wioskę Calabishi nad Atlantykiem. Dotarłam tam stopem z sympatycznym budowlańcem.


czwartek, 20 kwietnia 2017

Dominika powitała mnie kompletnymi ciemnościami i rojami komarów przy każdej z latarnii. Na lotnisku szczegółowe pytania o cel podróży i sprawdzenie bagażu. Potem godzina drogi przez tropikalny las, serpentynami do mojego hotelu. Przyjechał po mnie sam właściciel Comfort Cottages z Tribaud.


środa, 19 kwietnia 2017

Lot z St Martin na Guadeloupe opóźniony o pół godziny, ale zdążyłam na kolejny lot na Martynikę. Po drodze słynne San Escobar skąpane w słońcu. Gòrował szczyt w kształcie wulkanu i posadzona na jego wierzchu kołdrą z chmur.


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Jet lag, który dał mi się we znaki w San Juan chyba słabnie, bo wczoraj byłam na chodzie aż do północy (naszego czasu do 5 rano). Z racji, że spałam blisko lotniska, moja czujność przedwylotowa się osłabiła i na lotnisko przysyłam gdzieś o pół godziny za późno. Latałam jak kot w poszukiwaniu mojego stanowiska. Nikt nie słyszał o liniach Air Guyane Express.


niedziela, 16 kwietnia 2017

Po powrocie z Wilna, gdzie uciekł mi samolot z Helsinek do Nowego Yorku, znów w Polsce. Przyjemne oczekiwanie w saloniku na lotnisku, prysznic, masaż pleców w salonikowym spa i dobre jedzonko z napitkami. Lot LOTem do Nowego Jorku bardzo spokojny, opóźnienie to dwie godziny, które i tak dla mnie nie miały większego znaczenia. Imigracyjny pytał tylko o cel podróży i bez żadnych problemów dał na pół roku wizę wjazdową do USA.


sobota, 15 kwietnia 2017

Erbil. Irak. Kurdystan.

Tym razem wstałam rano, bo czasu miałam zbyt mało na wszystko i tak. Szybko pod erbilską cytadelę, zrobiłam sobie niezły trening silnej woli i po kilkugodzinnym spacerze, kupiony miałam tylko naszyjnik zrobiony że starej irackiej monety.


piątek, 14 kwietnia 2017

Wyjeżdżając z Mirawan znów żałowałam, że nie wstałam skoro świt, pięknie położone jezioro Zrebar pełne było wiosennych ptaków. Kontrast błękitu wody i nieba z lukrowanymi na biało górami, spektakularny. Za to błoto mają jak masło, wielkie zaspy śniegu topniejąc mieszają się z czerwoną gliną i powstaje interesująca mieszanka. Szczególnie dla moich ulubionych butów ;-)


czwartek, 13 kwietnia 2017

Niestety, co dobre, kiedyś się kończy. Kiedy wyjeżdżałam z Esfahanu padał deszcz, banalnie, ja też jak zwykle.

Po wyjeździe z miasta huk, zachwianie kursu szybkojadącego autobusu. Złapaliśmy gumę. Zeszły dwie godziny na naprawie i po 12 godzinach dotarłam do Kermansah.


środa, 12 kwietnia 2017

Sulaymaniyah. W Iraku jest wojna. Kurdystan, to autonomiczny region, gdzie jest spokojnie. To dla uspokojenia moich znajomych, którzy pytają mnie, o kwestie bezpieczeństwa.


wtorek, 11 kwietnia 2017

Mardin. Turcja, pogranicze Syrii i Iraku.

Po nocy w autobusie, granicy przekraczanej na wpół świadomie, potem wyścigu mojego autobusu z licznymi tirami, dojechałam cała do Kiziltepe. Nie całkiem świadomie, bo po pierwszej szybkiej kontroli,sądziłam, że teraz już z górki i wzięłam silną tabletkę nasenną, aby przetrwać kilka godzin jazdy.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
Darmowe liczniki








Instagram