W Pacanowie kozy kują, więc Koziołek, mądra głowa, błąka się po całym świecie, aby dojść do Pacanowa. Właśnie nową zaczął podróż, by ją skończyć w Pacanowie. A co przeżył i co widział, blog ten wszystko Wam opowie.
Blog > Komentarze do wpisu

Z Iraku do Turcji. Kurdystan

Erbil. Irak. Kurdystan.

Tym razem wstałam rano, bo czasu miałam zbyt mało na wszystko i tak. Szybko pod erbilską cytadelę, zrobiłam sobie niezły trening silnej woli i po kilkugodzinnym spacerze, kupiony miałam tylko naszyjnik zrobiony że starej irackiej monety.


A było tyle pokus! Byłam z siebie prawdziwie dumna i tłumaczyłam, że przecież wrócę tu i wtedy kupię :-)

Taksówką w korkach dotarłam na czas odjazdu autobusu do Dohuk. Miałam jeden dzień w lekkim zapasie i mogłam zatrzymać się gdzieś po drodze na kilka godzin. Padło na Dohuk niedaleko tureckiej granicy.

Autobus musiał ominąć wojenny Mosul, zatrzymywać się na dziesiątkach check pointach i telepać po dziurawych drogach, bo główna nie jest dla cywilów. W Dohuk niestety autobus zatrzymał się z dala od miasta a blisko do centrum handlowego, więc zachęcona swoją silną wolą tam właśnie pospacerowałam.

Mało kto tu chodzi piechotą, a ognistowłose chyba są rzadkie, bo co chwilę ktoś zatrzymywał się i proponował podwózkę. Jednak leniwy spacer był dla mnie ważniejszy. Centrum Family Mall w Dohuk niczym nie różni się od tego typu galerii handlowych w Europie. Są markowe sklepy, market spożywczy i KFC.

Obejście marketu zajęło mi dwie godziny ;-) jak typowej kobiecie, każdy segment był ciekawy. Często zgadywali mnie miejscowi, pytając o powód wizyty, kraj pochodzenia i cel podróży. Znów trenowałam silną wolę i kupiłam tylko dwie przyprawy!

Trochę przerażał mnie powrót w ciemności, zmęczone nogi, ale dałam radę :-)

trafiłam akurat w biurze mojej linii autobusowej, gdzie zostawiłam bagaż, na kolację- serdecznie zaprosili i mimo, że nie rozmawiali po angielsku, nie było problemu z porozumieniem :-)

Potem godzina i granicą, na której zeszły aż cztery godziny.

Obserwowałam prawdziwy spektakl zatytułowany "zabawa w kotka i myszkę". Aktorami było trzech okrągłych niskich panów, celnicy i pasażerowie mojego autobusu. Okrągli pojawili się chwilę przed przejściem granicznym, każdemu upychając papierosy i herbatę.

Oj spieszyli się, jak mróweczki. Potem niby zblazowani patrzyli, jak celnicy znajdują niektóre z pochowanych reklamówek. Chyba wlłaśnie przez nich zeszło nam aż tyle godzin.

Podpytałam się na jednym z oczekiwań kontrolnych, ile zarabiają na takim kursie. Od osoby mają na czysto 20 dolców, więc dając dziesięciu osobom paczki z fajkami i herbatą, zarobią dziennie ok. 200 usd.

Po przekroczeniu granicy z Turcjaw zniknęli równie szybko i cicho, jak się pojawili, oczywiście zabierając swój cenny towar. Może by tak zostać mrówką? ;-)

P.s. Dzięki wszystkim za liczne życzenia urodzinowe :-) w tamtym roku celebrowałam urodziny na pogotowiu w Iranie, dziś spacerując po cudownym Mardin.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 15 kwietnia 2017, dopacanowa

Polecane wpisy

  • Ukraińskie Morze Martwe

    W Syhocie Marmarowskim pospacerowałam deptakiem, wypiłam kawę mrożoną, odwiedziłam pocztę i pojechałam na granicę. Tam ciśnienie mi się podniosło, kiedy po wyjś

  • Urodziny w Mardin. Turcja

    Mardin. Turcja, pogranicze Syrii i Iraku. Po nocy w autobusie, granicy przekraczanej na wpół świadomie, potem wyścigu mojego autobusu z licznymi tirami, dojecha

  • Awantura i terorysta w samolocie

    Mój lot opóźniony o 4 godziny z Mardin. Właśnie miałam awanturę z jakimś gościem w spodniach z krokiem w kolanach, że usiadłam na miękkim fotelu przy nieczynnym

Darmowe liczniki








Instagram