W Pacanowie kozy kują, więc Koziołek, mądra głowa, błąka się po całym świecie, aby dojść do Pacanowa. Właśnie nową zaczął podróż, by ją skończyć w Pacanowie. A co przeżył i co widział, blog ten wszystko Wam opowie.
Blog > Komentarze do wpisu

Na małej karaibskiej wyspie. Gwadelupa

Na wysepce Marie Galante wysypali się tłumnie pasażerowie z promu, ale nie udało mi się nikogo spotkać, co jechał do Saint Louis, gdzie mieszka mój dzisiejszy gospodarz Claudio. Dopiero na wylotowej ulicy złapałam okazję. To niedaleko, ale na piechotę bym nie doszła w taki upał. Wyspa na szczęście płaska, porośnięta trzciną cukrową i z pięknymi plażami. To właśnie dla białych plaż tu przypłynęłam.


Przy knajpie Skipper czekał Claude, na bosaka, od razu poznałam swojego :-) jego domek stał przy plaży, zbudowany z blachy falistej, prosty i kolorowy. W środku okna zamykane na gwoździki i patelnie wiszące nad zalewem. Woda bieżąca jest, zimna, bo ciepłej nie potrzeba nawet do prysznica.

Dwa kroki od domku jest biała plaża, kolorowe knajpki w kreolskim stylu. Claude nie zamyka swojego domostwa, nawet na skobelek, jest tu zupełnie bezpiecznie. Przyjechał ponad trzydzieści lat temu z Francji i tak został na zawsze. Wiedzie proste, spokojne życie, jest skipperem.

Na obiad pojechaliśmy sfatygowanym autem na barbecue do znajomych Claude. Ognisko z patykòw, ryba pieczona na kilku drutach, do tego obowiązkowe wino, bo to przecież Francuzi.

Mycie w oceanie kolorowych naczyń nie jest łatwe, ale jak ładnie wyglądają, kiedy uciekną i pływają w turkusowej wodzie. Potem woda, kąpiel i leżenie do góry wentylem na plaży.

Aż zasnęłam z tego lenistwa.

Czego od życia można chcieć więcej, szum oceanu, słońce, ryba na obiad, rum na deser... testowałam rum z maracują, palce lizać!

Kiedyś wspominałam, że mam więcej szczęścia niż rozumu i dziś ponownie się to potwierdziło. W Marie Galante dziś zakończenie karnawału, barwny pochód równie kolorowymi uliczkami z małymi domkami.

Każda z grup tancerzy miała stroje z wykorzystaniem roślin. Pióropusze z liści, spódniczki z trawy i mocne rytmy bębnów zrobionych z metalowych beczek. Do zachodu słońca towarzyszyłam barwnymi tancerzom.

Kolacja w chatce Claude. Warzywa na parze z kuskusem i przyprawy pasujące mojemu podniebieniu.

Nie skorzystała tylko psinka, znajoma gospodarza, tròjnoga Lisi. Pogodny i przyjacielski zwierzak, mimo krzywdy, jakiej zaznała od ludzi. Chociaż w cieniu miała wszystkie łapki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 22 kwietnia 2017, dopacanowa

Polecane wpisy

  • Ukraińskie Morze Martwe

    W Syhocie Marmarowskim pospacerowałam deptakiem, wypiłam kawę mrożoną, odwiedziłam pocztę i pojechałam na granicę. Tam ciśnienie mi się podniosło, kiedy po wyjś

  • Wiejskie życie rumuńskiej wsi w Săpânţa

    Săpânţa jest bardzo popularnym miejscem turystycznym i znalezienie taniego noclegu nie jest łatwe. Po nocy przy cmentarzu przeniosłam się w pobliże monasteru Să

  • Tak mało potrzeba do szczęścia.. Gwadelupa

    Chatka Claude mimo że prosta, to przemyślana, funkcjonalna i czyściutka. Gospodarz małomòwny, do wielu spraw podchodzi na luzie. Obcując właśnie z takimi o

Komentarze
2017/04/22 12:58:08
jeden z bebniarzy ma wlosy zupelnie jak twoje. rodzina ?
Darmowe liczniki








Instagram