W Pacanowie kozy kują, więc Koziołek, mądra głowa, błąka się po całym świecie, aby dojść do Pacanowa. Właśnie nową zaczął podróż, by ją skończyć w Pacanowie. A co przeżył i co widział, blog ten wszystko Wam opowie.
Blog > Komentarze do wpisu

Kraby cmentarne. Gwadelupa

Chatka okazała się także fajnym miejscem do spania. Szpary między deskami zastępowały wentylator a moskitiera skutecznie powstrzymała komary. Szum morza bujał wespół z cykaniem ptaków. Rankiem miło było się obudzić. Spałam jako gość, w jedynym w chatce łóżku.


Stare, kute żelaza z porcelanowym obrazkiem na oparciu głowy. Pomalowane na biało deski ścian, niebieskie okiennice, słońce spadające przez okna bez szyb, zapach tropikalnych kwiatów i suchego drewna oraz zwiewna moskitiera poruszana morską bryzą. Nie zrobiłam zdjęcia tego widoku, ale będę pamiętać...

Miałam dylemat- iść na plażę przy domku, na prawo lub na lewo. Upał na nic innego nie pozwalał. Poszłam w lewo i po kilku minutach trafiłam na rybaków oprawiających różowe ryby. Czarne mokre ręce, różowa ryba i czerwona od krwi woda- kontrasty uwiecznione na filmiku.

Przy samej plaży kilkaset metrów dalej był cmentarz. Pod jego płotem leżały stosy wielkich muszli a w nich miały swoje domy ruchliwe kraby. Nieźle mnie na początku wystraszyły, kiedy na bosaka przedzierałam się przez suche liście na skraju plaży. I tak sobie te kraby żyły wśród resztek sztucznych kwiatów, liści, zniczy i muszli. Obok ludzki cmentarz, białe groby jak małe domki, z ażurowymi werandami i piętrowym sarkofagami. Wszystko ściśnięte na niedużym terenie.

Przestraszona uciekającą spod nóg ziemią przy cmentarzu, trafiłam na ładny kawałek plaży, gdzie bawiły się czarnoskóre maluchy. Parę metrów dalej ich mamy, babcie i ciocie. Pierwsze lody przełamały ciastka a dalej już były moje :-) od słowa do słowa i byłam na pikniku urodzinowym jednej z mam słodziaków z plaży. Słaba znajomość języka nie przeszkodziła nam w komunikacji. Kobiety zawsze znajdą ze sobą wspólny język.

Po dwóch godzinach mnie puściły, musiałam spróbować specjałów, jakie co chwilę pojawiały się na stole z wielkich wiklinowych koszy przykrytych kolorowymi chustami.

Powrót do wioski był wolny, bo klapki zostawiłam gdzieś po drodze na plaży a droga z małymi kamieniami nie współpracowała z moimi stopami. Dzień zakończyłam na hamaku, słuchając ptaków i szumu morza.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


I obiecany filmik:

 

 

 


niedziela, 23 kwietnia 2017, dopacanowa

Polecane wpisy

  • Ukraińskie Morze Martwe

    W Syhocie Marmarowskim pospacerowałam deptakiem, wypiłam kawę mrożoną, odwiedziłam pocztę i pojechałam na granicę. Tam ciśnienie mi się podniosło, kiedy po wyjś

  • Wiejskie życie rumuńskiej wsi w Săpânţa

    Săpânţa jest bardzo popularnym miejscem turystycznym i znalezienie taniego noclegu nie jest łatwe. Po nocy przy cmentarzu przeniosłam się w pobliże monasteru Să

  • Wesołe cmentarze w Sapanta

    Wkoło cmentarza w Săpânţa-Peri rozstawione są liczne kramy z pamiątkami. To dla licznych turystów, którzy odwiedzają wesoły cmentarz. Kiedy byłam tam w południe

Darmowe liczniki








Instagram