W Pacanowie kozy kują, więc Koziołek, mądra głowa, błąka się po całym świecie, aby dojść do Pacanowa. Właśnie nową zaczął podróż, by ją skończyć w Pacanowie. A co przeżył i co widział, blog ten wszystko Wam opowie.
Blog > Komentarze do wpisu

Na herbatce u Beduinów. Jordania

Na pustynię Wadi Run dotarłam ciemną nocą, niestety drogi jordańskie są czasami dość kiepskie a i po drodze za ciekawe obrazki do zdjęć ;-) Auto zostało gdzieś przy drodze na parkingu a na camping dowiózł mnie szalony Beduin w długiej sukience. Kolacja w namiocie i na zdjęcia miliona gwiazd wkoło campu.


Dźwięki pustyni, kontury gór z jednej strony i ciemna noc skutecznie wstrzymały mnie przed jego opuszczeniem. Nocka zimna na trzy koce, namiot Beduinów nie ma ogrzewania, mimo, że temperatura w nocy jest niska.

Pobudka przed wschodem słońca, bo liczyłam na spektakl kolorów. Leciałam do słońca jak ćma do ognia, zimno zimno. Spektaklu nie było, tylko kilka różowych nitek na niebie i już.

Za wielką górą, u podnóża której rozłożył się mój camp spotkałam Beduina śpiącego na skale. Obok pasły się wielbłądy w kolorowych ubraniach. Kiedy mnie zobaczył zerwał się na nogi, chyba go obudziła migawka mojego aparatu. W długim płaszczu, turbanie na głowie, ale widać, że zmarznięty.

Nie znał angielskiego, ja arabskiego. Zaczął zbierać małe kawałki drewna do lichego ogniska u stóp swojego posłania- skóry i jednego koca. Drewna nie było za dużo, więc kiedy wracałam przyniosłam mu znalezione po drodze kawałki drewna. Przy ognisku siedział z kolegą, czarnookim drobnym Beduinem.

Przybyły też wielbłądy. Podziękowali za opał i zaprosili skinieniem. Dla gościa znalazł się kawałek materaca i papierowy kubek z gorącą, słodka i aromatyczna herbatą. Herbatę zaparzali w małym osmalonym od ognia na czarno, czajniczku. Do tego podzielili się że mną herbatnikami wygrzebanymi z przepastnego płaszcza. Konwersacji prawie żadnej nie było, siedzieliśmy w trójkę w ciszy. Tylko co chwilę odbywały się mruczeniem stojące obok wielbłądy.

Od razu zrobiło się cieplej, od ogniska, gorącej herbaty, życzliwości i gościnności tych skromnych pasterzy.

To był jeden z tych momentów w moim życiu, kiedy ciarki przechodzą po ciele... Potem droga do Petry i malowani Beduini.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


piątek, 11 listopada 2016, dopacanowa

Polecane wpisy

  • Ukraińskie Morze Martwe

    W Syhocie Marmarowskim pospacerowałam deptakiem, wypiłam kawę mrożoną, odwiedziłam pocztę i pojechałam na granicę. Tam ciśnienie mi się podniosło, kiedy po wyjś

  • Wiejskie życie rumuńskiej wsi w Săpânţa

    Săpânţa jest bardzo popularnym miejscem turystycznym i znalezienie taniego noclegu nie jest łatwe. Po nocy przy cmentarzu przeniosłam się w pobliże monasteru Să

  • Kąpiele błotne. Jordania

    Po wizycie w Iraku potrzebowałam chwili wytchnienia. Przemyśleń i spokoju, najlepiej w cieple i nad wodą. Okazja ku temu była nad Morzem Martwym, które wprawdzi

Darmowe liczniki








Instagram