W Pacanowie kozy kują, więc Koziołek, mądra głowa, błąka się po całym świecie, aby dojść do Pacanowa. Właśnie nową zaczął podróż, by ją skończyć w Pacanowie. A co przeżył i co widział, blog ten wszystko Wam opowie.
Blog > Komentarze do wpisu

Słoniowe sieroty w Pinnawala

Słoń jest symbolem narodowym Sri Lanki. W dawnych czasach te piękne i mądre olbrzymy były członkami królewskiej świty, uczestniczyły w dworskich oraz religijnych ceremoniach. Od wieków ceniono je za dostojną siłę połączoną z rzadką w świecie zwierząt łagodnością i rodzinnym przywiązaniem. Odwiedziłam znany sierociniec słoni w Pinnawala. Obcowanie z tymi zwierzętami było dla mnie czymś wyjątkowym.


Mimo porannych korków za Kolombo zdążyłam na poranny spacer i kąpiel słoni w pobliskiej rzece.

 


Przemarsz ponad 60 słoni przez ruchliwą ulicę, skrzyżowanie a potem uliczkę ze straganami z pamiątkami, uprzedzał głośny gwizdek jednego ze strażników.

 


 

W ruch poszły aparaty i kamery tłumu turystów.

 

 

Upał niemiłosierny, całe stado stoi lub pluska się w chłodnej rzecznej wodzie a na brzegu z tarasów i schodów obserwują je ludzie.

 


 

 


 

Za dwie godziny słoniowe stado wróci do sierocińca, dostaną posiłek i znów pójdą na kąpiel.

 


 

Przemarsz słoni odbywa się zawsze po karmieniu, o godz. 10 i 14.

 


 

 

 

 

 


 

W sierocińcu zostają tylko chore i zbyt młode osobniki.

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Została też tego dnia słonica Sama, której mina urwała przednią nogę.

 


 

Poruszającej się na trzech nogach, z wygiętym nienaturalnie kręgosłupem, weterynarze nie wróżą długiego życia.

 

 

Była przywiązana łańcuchami do betonowego podłoża, z oczu płynęły jej łzy, mi też, mimo, że nie miałam na nogach łańcuchów.

 

 

Oczy słoni są takie głębokie, o mądrym  rozumnym spojrzeniu.

 


 

 

Pogłaskałam ją po czole, miała chropowatą twardą skórę.

 

 

Dostałam za to ostrą reprymendę od strażnika, który znienacka wyszedł zza wiaty.

 


 

Nastrój poprawiły mi trochę dwa małe rozrabiające słoniki w zagrodzie obok.

 


 

Ze sterczącymi włoskami na głowie wyglądały zabawnie.

 

 

Słoniki ciągle rozrabiały.

 


 

A to przeganiały wronę z ogrodzenia a to wpychały się zadkiem w lepsze miejsce.

 


 

Wszyscy turyści obserwowali w tym czasie stojące w rzece stado, miałam więc je tylko dla siebie.

 


 

Jeden z maluchów obwąchał swoim trąbowatym nosem moją dłoń, potem delikatnie obwinął ja wkoło moich palców i ciągną do siebie, jakby zapraszał.

 


 

Trąba była ciepła, miła w dotyku.

 


 

Trzeba było wracać na chodnik, bo właśnie blisko rozległy się dźwięki oznaczające, że stado wraca znad rzeki a za nim tłumy turystów.

 

 

Odwiedziłam jeszcze małą fabryczkę papieru wytwarzanego z odchodów słoni.

 

 

Złożona głównie z celulozy słoniowa dieta, to niemal gotowy materiał do wyrobu notesów i albumów fotograficznych.

 

 

 

 

 

niedziela, 17 marca 2013, dopacanowa

Polecane wpisy

Darmowe liczniki








Instagram